BLOK TEMATYCZNY

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ja. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lutego 2015

Poranna kawa, kawusia, kawunia ;)

Na dobry początek dnia a potem wskakuje na rowerek treningowy. Wiecie jak świetnie działa regularny ruch na obniżenie poziomu cukru?

Ja jeżdżę 6 razy w tygodniu po 60 minut na niewielkim obciążeniu i przy maksymalnym pulsie na 70%.

Działanie ma być dwu-torowe:
 - lepsze wyrównanie cukru (ale pamiętać muszę by przed treningiem zmierzyć poziom glukozy)
 - poprawienie sylwetki i kondycji (wiosna za pasem a tu zimowe wałeczki powstały :( niestety mam duży problem z utrzymaniem odpowiedniej wagi..... buuuuuu..... pewno coś o tym wiecie)

No to kawa  :)

poniedziałek, 9 lutego 2015

Pomysł na własny biznes....? Był ale urzędy go zdeptały :(

Od jakiegoś czasu myślę, jak by tu pracować dla siebie. Być sobie sterem, żeglarzem i okrętem.
Po prawie 20 latach pracy w "korpo" chcę coś zmienić. Chcę ciężko pracować ale i zbierać z tego tytułu tantiemy dla siebie, do swojego koszyczka. Myślałam, myślałam i  wymyśliłam. Upiekę dwie pieczenie przy jednym ogniu.
Jako cukrzyk "utoruję" sobie dostęp do dobrych smakowo i jakościowo słodyczy, bo będę je sprzedawać. Wydawałoby się, że nic prostszego.....Tu kupić tam sprzedać. Ale  jesteście w dużym błędzie.
Mój biznes miał się opierać na  internetowej sprzedaży wyrobów o obniżonej zawartości cukru. Niezłe co?
Tak więc zabrałam się do zakładania firmy. Znalazłam dostawców, wynegocjowałam warunki współpracy, zakupiłam portal sklepu internetowego, stronę www złożyłam dokumenty do SANEPIDu o zarejestrowanie sprzedaży żywności konfekcjonowanej. I tu pierwszy murek - mur - zamczysko.
Okazało się, że ze względu na fakt, iż może się zdarzyć, że zakupiony pod klienta towar będzie "leżał" w magazynie firma musi mieć opracowany HACCP. No dobrze, opracowałam całą dokumentację i dołączyłam do wniosku o zarejestrowanie. I tu kolejny murek. Ze względu na fakt, iż na słodyczach typu czekolady, cukierki, ciastka zysk na jednostce jest niski postanowiłam wykorzystać siedzibę firmy znajomego. Na nieszczęście owa firma zarejestrowana jest w bloku wielorodzinnym więc, by móc prowadzić w tym lokalu moją działalność konieczne jest przekształcenie lokalu z mieszkalnego na użytkowy. A to w przypadku bloku wielorodzinnego graniczy z cudem, bo trzeba mieć zgodę albo wspólnoty mieszkaniowej zarządzającej daną nieruchomością, a jak nie ma wspólnoty to każdego lokatora z osobna. Pan z SANEPIDu powiedział, że jeszcze nigdy się nie spotkał z tym, by komuś się to powiodło. Tak więc zaczęłam szukać lokalu na maleńki magazyn - no by koszty mnie nie zjadły. No to jak już znalazłam to znowu wniosek został odrzucony, bo w tym lokalu nie było odpowiedniego komina wentylacyjnego. Czyli dwie lokalizacje odpadły. Tak tez stwierdziłam, że zaadoptuje jedno z pomieszczeń w domu w którym mieszkam. No a to inny powiat SANEPIDU wiec papierologia od początku. No cóż - tu kolejny strzał między oczy. Musiałam zrobić badanie wody - biochemia. czekałam 2 tygodnie na wynik i co? Ano wg rozporządzenia jeden ze składników wody przekraczał dopuszczalne normy więc SANEPID nie zatwierdził mojej działalności.
Wiec pytam Pana z SANEPIDu - czyli skład wody, którą mam doprowadzoną do domu jest nieakceptowalny do mycia rąk i pakowania hermetycznie pozamykanych opakowań z produktami spożywczymi ale mogę tą wodę pić? Odpowiedź była - "No cóż mam powiedzieć - tak mówi ustawa i tego muszę się trzymać".
Więc zaczęłam dalszy etap poszukiwań lokalu do wynajęcia na maleńki magazyn i wiecie co? Zrobiłam coś czego zazwyczaj nie robię.... PODDAŁAM SIĘ  . Koszt wynajmu będzie przekraczał kilkakrotnie zarobek.
A już miałam takiego powera, bo uwielbiam czekolady Frankonii, Caveliera, Pramila czy Torrasa, cukierki Boddety i Suli. I orzechy miały być i dobra herbata. A tu nic....
Chciałam robić coś pożytecznego dla ludzi, coś dla mnie ważnego i potrzebnego. Ale na tą chwilę STOP ze sklepem internetowym i produktami dla diabetyków. Może to nie była ta chwila. Może muszę uzbroić się w cierpliwość i wytrwale szukać, aż znajdę taki magazyn, który nie zje mnie kosztowo a pozwoli przetrzymywać produkty spożywcze.

PS.
Do picia i gotowania kupuję od niedawna baniaki z wodą, bo skoro produkty spożywcze zapakowane są narażone na niewłaściwe działanie wody to musiałam zadbać też o zdrowie mojej rodziny.

I plusem całego tego zamieszania jest to, że nauczyłam się pisać procedury HACCP.


sobota, 7 lutego 2015

14 lat minęło jak poznałam PRZYJACIÓŁKĘ CUKRZYCĘ

WITAM WSZYSTKICH CUKRZYKÓW - LUB JAK KTO WOLI - DIABETYKÓW - odcinek 2

Pełne 3 tygodnie leżałam w szpitalu. Badania, badani i badania. Próby wyrównania mnie i podłączenie pompy insulinowej. Pomiar cukru był wtedy dla mnie koszmarem, bo nie miałam własnego glukometru i siostry nakłuwały mi palce igłami. Jedna robiła to delikatniej a druga miała pobrać krople krwi do badania i tyle. Wbijała igłę nie patrząc jaki sprawia mi to ból. Palce miałam opuchnięte i mocno obolałe. Po kilku dniach dorobiłam się własnego glukometru a co za tym idzie i nakłuwacza. Życie wydało się lepsze.
Leżałam samotnie na sali szpitalnej i czytałam o cukrzycy i czytałam i czytałam. Zaczęłam sobie zdawać sprawę, że pewien etap w moim życiu uległ definitywnemu zakończeniu. Już nic nie będzie takie samo jak przed rozpoznaniem cukrzycy. Poczułam się skrzywdzona przez los, znowu ja zostałam trafiona, znowu kolejny cios ( a  w życiu miałam ich nie mało). I pojawiające się pytania: dlaczego ja? czemu jestem winna? co komu złego zrobiłam, że zachorowałam? I tak w kółko - łzy, złość, niedowierzania, łudzenie, że może jednak lekarze się pomylili, że to tylko zły sen. Ale każdego ranka się budziłam i sytuacja się nie zmieniała.
Zmiana diety, zmiana przyzwyczajeń, zmiana aktywności ruchowej, no i świadomość, że jakość, długość i komfort mojego życia zależy teraz tylko ode mnie. 
Nie mogłam uwierzyć, że już nigdy nie usiądę przy stole z pudełkiem ptasiego mleczka i będę jadła do woli. Że słoik nutelli to dla mnie nieosiągalne marzenie. Że nie wezmę "pajdy" świeżego, gorącego chleba z masłem i ot tak zjem tyle ile żołądek pomieści. Nie chciałam się z tym pogodzić. Czułam się pokrzywdzona. 
Życie znowu dało mi przez plecy :(
Ale w tym przypadku wyboru wielkiego nie miałam. Musiałam wziąć to co dał mi los i wrócić do codzienności.
Musiałam przeprogramować swój jadłospis i porządek dnia.
Zawsze słyszałam,że każdy człowiek powinien odżywiać się tak jak cukrzyk. I coś w tym jest. Ja przeszłam na 5 posiłków dziennie spożywanych w małych porcjach. Regularność według zegarka - jadłam 3 główne posiłki w odstępach co 5 godzin ale pomiędzy śniadaniem obiadem a kolacja miałam dwie przekąski. Czyli wychodziło, że jadłam co około 2,5 godziny. I wiecie co.... Schudłam i to bardzo schudłam. O 3 rozmiary w dół! Znajomi mnie nie poznawali na ulicy - po porostu  w końcu osiągnęłam swoja wymarzoną sylwetkę. Jak się chce to można. Ja zawsze chciałam, ale nigdy nie starczało mi zapału. Zaczynałam dietę ale szybko się zniechęcałam. A tu - nie było zmiłuj. regularność, odpowiednie proporcje spożywanych składników i małe porcje. Efekt murowany. W 3 miesiące schudłam 12 kilogramów! Może ktoś powie -mało - ale dla mnie to było aż 20% masy ciała w dół. 
Ale wiecie w czym był problem? Nie mogłam zamówić dopasowanej do sylwetki sukienki ślubnej, bo z tygodnia na tydzień mnie ubywało :) Więc ostateczną przymiarkę i przeróbkę miałam na 2 dni przed ślubem. 

piątek, 6 lutego 2015

14 lat minęło gdy poznałam PRZYJACIÓŁKĘ CUKRZYCĘ

WITAM WSZYSTKICH CUKRZYKÓW - LUB JAK KTO WOLI - DIABETYKÓW - odcinek 1

Mam na imię Kasia, mam 40 lat a w maju minie 15 lat życia z cukrzycą.
A cała historia zaczęła się niewinnie. Pamiętam jak dziś. To był poniedziałek. Poszłam zrobić okresowe badania z krwi (od jakiegoś czasu kiepsko się czułam), czyli był ranek. Koło godziny 16.00 odebrałam telefon, który zmienił całe moje życie. Usłyszałam głos mojej Pani doktor:

     "Proszę jutro stawić się w szpitalu na ul. Banacha na "intensywną terapię" - ma Pani bardzo wysoki poziom cukru we krwi. Podejrzewam cukrzycę."

Rozłączyłam się i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. A tak naprawdę to nie rozumiałam co mówiła do mnie Pani Doktor. Jaka cukrzyca? O co tyle szumu? A tak w ogóle to jutro nie mogę, bo mam ważne spotkanie w pracy.
Miałam wtedy 25 lat i żadnego, ale to żadnego doświadczenia z cukrzyca. W domu ani w rodzinie nikt nie chorował na cukrzycę więc żyłam sobie w zupełnej niewiedzy odnośnie tematów związanych z diabetologią. 
Ale nic - wróciłam do domu i opowiedziałam - wtedy jeszcze swojemu - narzeczonemu (za 3 miesiące mieliśmy zaplanowany ślub) o całej sytuacji. On jest dużo bardziej opanowany i mocno stąpa po ziemi, więc zaczął szukać informacji o cukrzycy (dostęp do netu nie był tak powszechny ale jemu jak zwykle się udało).
No i co się okazało.... że to nie żarty, że jutrzejsze spotkanie w pracy nie ma znaczenia, bo kwestia rozgrywa się o moje zdrowie i przyszłość.
Poczyniliśmy przygotowania do "położenia się" do szpitala i rano grzecznie zjawiłam się na oddziale "intensywnej terapii (nie pamiętam jak się nazywał ten oddział - wybaczcie :) ).
Ale pamiętam bardzo dobrze lekarz prowadzącego - DR JANUSZ KRZYMIEŃ. Świetny specjalista, wspaniały człowiek, rewelacyjny lekarz. Tu własnie chcę podziękować za wprowadzenie mnie w świat cukrzyków. 
I tak to się zaczęło....